12 czerwca 2026
piątek, 12.06.2026
18:00
Kościół p.w. Najświętszego Oblicza Pana Jezusa sióstr karmelitanek Dzieciątka Jezus
ul. Matki Teresy Kierocińskiej 25, Sosnowiec
Czerwcowe „Spotkanie z Matką Teresą Kierocińską”
W piątek, 12 czerwca 2026 roku, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, odbyło się kolejne „Spotkanie z Matką Teresą Kierocińską”, gromadzące czcicieli Czcigodnej Sługi Bożej Matki Teresy od św. Józefa Kierocińskiej oraz osoby pragnące bliżej poznać jej życie i duchowe dziedzictwo.
Spotkanie rozpoczęło się od zwiedzania Muzeum Domu Macierzystego Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Przybyli goście mieli okazję zapoznać się z pamiątkami związanymi z życiem i działalnością Matki Teresy Kierocińskiej. Po muzeum oprowadziła uczestników s. Bogdana, kustosz muzeum, przybliżając historię Zgromadzenia oraz sylwetkę jego współzałożycielki.
Centralnym punktem spotkania była Eucharystia sprawowana w kościele pw. Najświętszego Oblicza Jezusa w Sosnowcu, przy sarkofagu Czcigodnej Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej. Mszy Świętej przewodniczył o. Sylwester Rzepecki OCD, który modlił się o łaskę beatyfikacji Matki Teresy oraz w intencjach wszystkich uczestników liturgii.
W homilii celebrans nawiązał do słów Ewangelii według św. Mateusza: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). Podkreślił, że Jezus kieruje swoje zaproszenie do każdego człowieka, niezależnie od jego słabości, życiowych doświadczeń czy duchowej kondycji. Nie oczekuje od nas wcześniejszego „zasłużenia” na Jego miłość, lecz pragnie, abyśmy przychodzili do Niego takimi, jakimi jesteśmy.
Ojciec Sylwester zwrócił uwagę, że Chrystus nie zawsze zabiera od razu nasze trudności i cierpienia, ale obiecuje swoją obecność oraz umocnienie. Na przykładach zaczerpniętych z Ewangelii – św. Piotra kroczącego po wodzie, uczniów zdążających do Emaus czy Maryi podczas wesela w Kanie Galilejskiej – ukazał, jak ważne jest zaufanie Bogu nawet wtedy, gdy nie rozumiemy Jego działania. Szczególnie poruszające było przypomnienie postawy Maryi, która nie podpowiada Jezusowi rozwiązania problemu, lecz po prostu przedstawia Mu sytuację słowami: „Nie mają wina”, pozostawiając Mu pełną wolność działania.
Kaznodzieja zachęcał również do odkrywania sensu cierpienia przeżywanego w jedności z Chrystusem oraz do przyjmowania Bożej woli z ufnością. Podkreślił, że prawdziwa miłość zawsze wiąże się z ofiarą, a droga krzyża prowadzi do zmartwychwstania. W tym kontekście uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa ukazał jako wezwanie do zaufania Temu, którego Serce pozostaje nieustannie otwarte dla każdego człowieka.
Po zakończeniu Eucharystii zostały odczytane prośby i podziękowania składane na sarkofagu Matki Teresy oraz przesyłane drogą elektroniczną. Wszystkie intencje powierzono Bogu przez wstawiennictwo Czcigodnej Sługi Bożej. Następnie uczestnicy mieli możliwość indywidualnej modlitwy przy jej sarkofagu, rozmowy z siostrami oraz nabycia publikacji poświęconych życiu i duchowości Matki Teresy Kierocińskiej.
Tradycyjnie spotkanie zakończyło się wspólnym poczęstunkiem w sali Matki Bożej, który stał się okazją do rozmów, dzielenia się doświadczeniami oraz budowania wspólnoty osób związanych duchowo z Matką Teresą.
Cieszymy się, że grono jej czcicieli nieustannie się powiększa. Dziękujemy wszystkim uczestnikom za wspólną modlitwę i obecność. Ufamy, że przykład życia Matki Teresy Kierocińskiej oraz jej wstawiennictwo nadal będą prowadzić wielu ludzi do głębszej relacji z Bogiem i odkrywania Jego miłości w codziennym życiu.
Homilia
Kazanie o. Sylwestra Rzepeckiego OCD, wygłoszone w dniu 12 czerwca 2026 roku w kościele pw. Najświętszego Oblicza Jezusa w Sosnowcu z okazji Mszy św. sprawowanej w intencji uproszenia beatyfikacji Służebnicy Bożej m. Teresy Kierocińskiej (Sosnowiec, 12 czerwca 2026 r.)
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28). Na tym zdaniu chciałbym się dzisiaj skupić.
Jezus mówi: „wszyscy”. Nie mówi: ci godniejsi, ci, co zasłużyli, ci, którzy więcej się modlili, którzy mają większą wiarę. Mówi: „wszyscy”. Jest jeden warunek. Jeżeli masz jakieś obciążenie, coś, z czym sobie nie radzisz, to wtedy możesz przyjść.
Dla nas to jest takie trochę ciężkie do pojęcia i zrozumienia, bo generalnie nawet w rodzinie, jak chcesz do kogoś przyjechać, odwiedzić go, to już trzeba się wcześniej zapowiedzieć. Jak tak bez uprzedzenia przyjedziesz? Jak tak zrobisz, to czasami nawet kłótnia z tego będzie, bo ktoś się nie przygotował i tak dalej. Już nie mówię o jakimś takim spotkaniu na wyższym szczeblu — trzeba się przygotować.
A z Bogiem tak nie jest. Od ciebie zależy, czy do Niego przyjdziesz taki, jaki jesteś, taka, jaka jesteś. I dlaczego mamy z tym problem? Bo myślimy, że nie możemy tak przyjść z pustymi rękami. Że ja muszę coś Panu Bogu dać. Cokolwiek: modlitwę, pokutę. Muszę coś dać. A Jezus... W pierwszym czytaniu słyszeliśmy, że Bóg wybrał Izraela nie dlatego, że był silny, nie dlatego, że był najliczniejszy, ale dlatego, że chciał. I dlatego możesz do Niego przyjść — bo On cię wybrał, bo On tego chce, bo jesteś Jego dzieckiem.
Wielu z was tutaj pewnie ma dzieci. Siostry mają duchowe dzieci. Ale myślę, że wielu z was tutaj ma dzieci. I czy wasze dzieci musiałyby coś robić, żeby zasłużyć na waszą miłość? Musiałyby, nie wiem, być posłuszne, robić wszystko to, co chcieliście, żeby zasłużyć na waszą akceptację? Czy po prostu kochacie swoje dzieci dlatego, że są dla was darem? Mi się wydaje, że dlatego. I cokolwiek te dzieci by zrobiły albo czego by nie zrobiły, będziecie je kochać do końca życia, bo są dziećmi.
Tak samo jest z nami i z Bogiem. My jesteśmy Jego dziećmi. Jezus nie robi tu granicy. Nie mówi: „Słuchaj, tyle i tyle możesz zrobić, musisz zrobić tyle i tyle w synagodze, jak się oczyścisz, to przyjdź”. Nie. „Przyjdźcie wszyscy” — mówi.
I dlaczego to jest też dla nas trudne do pojęcia? Bo generalnie my czasami funkcjonujemy w relacji z Panem Bogiem w taki sposób.
Taki obraz, przykład dam. Przychodzi mały synek do taty i mówi: „Słuchaj, tato, posprzątałem dzisiaj pokój. Odrobiłem lekcje. Tu mam jeszcze 15 zł. Czy to wystarczy, żebyś mnie przytulił?”.
Czasami tak samo robimy z Bogiem. Bóg tak nie chce. Nie chce handlu. Nie chce, żebyś ty przychodził do Niego z poczuciem, że coś musisz dać. Ty możesz jedynie odpowiedzieć na miłość, bo Jego Serce jest otwarte. Ale nie jest tak, że ty coś zrobisz, przyniesiesz Mu coś i wtedy Bóg cię przyjmie. Nie. Jest odwrotnie.
To jest pierwsza myśl.
A druga jest taka. Jezus mówi: „Ja was pokrzepię”. Jak przyjdziecie z ciężarem, z czymkolwiek, zobaczcie, że nie mówi: „Ja was uzdrowię. Ja wezmę każdy ciężar. Ja po prostu od razu naprawię relacje, jeśli jest kryzys”. Nie. On mówi: „Ja was pokrzepię”.
Co to znaczy? On pomoże, ale na Jego warunkach, a nie na twoich.
Kiedyś na rekolekcjach przyszła do mnie taka kobieta. I miała duży problem z tym, żeby modlić się za pewnego kapłana. Miała za niego margaretkę, ponieważ ten kapłan został suspendowany. Już od wielu lat zmagała się z tym, żeby się za niego modlić. Coraz bardziej opuszczała tę modlitwę, nie chciała, wewnętrznie się buntowała. I strasznie dużo siły oraz energii ją to kosztowało.
No i raz przyszła do mnie. Opowiedziała o tym, więc ja jej powiedziałem:
— Słuchaj, jest adoracja Najświętszego Sakramentu. Najpierw pójdź z tym do Jezusa, powiedz Mu, o co chodzi, prosto z mostu. A jutro przyjdź do mnie do spowiedzi. Jeśli razem z Nim podejmiesz taką decyzję, to ja cię po prostu z tej modlitwy zwolnię w sakramencie spowiedzi i nie ma problemu. Nie będziesz już tego nosić.
Rano przyszła do mnie taka zadowolona, uśmiechnięta. Pytam się:
— No i jak? Co robimy?
A ona mówi:
— Ojcze, ja za tego kapłana będę się modlić do końca życia.
— Dlaczego?
— Bo ja w końcu zrozumiałam, że kiedy modlę się za tego kapłana, to nie modlę się tylko za niego. Ja modlę się za cały Kościół, za wszelkie dobro, które Bóg uczyni przez tego człowieka.
Pierwszy raz szczerze powiedziała o tym Bogu. Pierwszy raz. Nosiła to latami.
Ja wiem, że to nie jest jakiś bardzo poważny ciężar, jakby się komuś wydawało. Są większe. Aczkolwiek duchowe obciążenie też może być bardzo duże.
I widać to dobrze na przykładach z Ewangelii. Zobaczcie. Piotr, kiedy szedł po wodzie — fale były ogromne — dopóki patrzył na Jezusa, to szedł. A jak się przestraszył tego, co się działo na morzu, jak wszedł w swoje problemy i się na nich skupiał, to zaczął tonąć. Dopóki patrzysz na Jezusa, to idziesz.
Drugi przykład: uczniowie z Emaus. Przerażeni wracali po tym, jak Jezusa zabito, ukrzyżowano. Koniec. Nadzieja prysła. Co mówili?
„A myśmy się spodziewali...”
Myśmy się spodziewali, że Jezus, Mesjasz, zrobi to i tamto, pokona Rzymian, okupanta. Myśmy się spodziewali...
Koniec z Jezusem.
I wiemy, co się stało później. Poznali Go przy łamaniu chleba.
Taka dygresja. To była pierwsza Msza. W Wieczerniku nie była Msza — tu była pierwsza Msza. Jezus ją odprawiał. Jak uniósł chleb, to On zniknął. Dlaczego? Bo był już w Chlebie. Przeistoczenie. I oni Go poznali. On tam był.
I co się stało później? W nocy wyszli i idą do Jerozolimy. Teraz powiedzcie mi: sytuacja w Jerozolimie się zmieniła? Tam było bezpieczniej? Nie. Okoliczności były te same. Problem był ten sam. Ale serce się zmieniło. Nastawienie się zmieniło. Bo oni zobaczyli, że Jezus jest razem z nimi w tym wszystkim. I poszli. Weszli w ten lęk. Nie bali się.
I myślę, że taka trzecia scena chyba najpiękniej pokazuje nam, jak mamy z tymi ciężarami przychodzić do Jezusa. Ale tutaj też trzeba być bardzo dojrzałym. I pokazuje to Maryja.
Kana Galilejska. Brakło wina. I co Maryja robi? Nie idzie do Jezusa i nie mówi: „Słuchaj, Jezu, musisz coś zrobić. Przecież będzie koniec, taki wstyd. Brakło wina. No musisz, no zrób coś, cokolwiek”.
Nie.
Przychodzi do Niego i mówi jedną rzecz:
„Nie mają wina”.
Tyle.
Zostawia Bogu całkowitą wolność działania. Bo ona wie, że Bóg zrobi najlepiej. Bo Mu ufa. Bo nie chce, żeby było tak, jak ona chce, ale tak, jak chce On. Powierzyła Mu tylko problem. Nic więcej.
Wiemy, jak ta historia się skończyła.
Ostatnio rozmawiałem z karmelitanką bosą. Opowiadała mi, jak kiedyś u nich w klasztorze zaproszono znanego charyzmatyka, księdza Bashoborę. Siostry dowiedziały się, że gdzieś tam była Msza, na stadionie było dużo uzdrowień. To jest człowiek, przez którego Pan Bóg uzdrawia. Dał mu taki charyzmat uzdrawiania.
Przyszedł do nich na rekreację, porozmawiał z siostrami. No i siostry chciały, żeby nad każdą pomodlił się o uzdrowienie wewnętrzne, ale też z różnych chorób. I on to zrobił. Pomodlił się nad każdą.
Później rozmawiał z nimi w rozmównicy i powiedział im coś niesamowitego.
Powiedział tak:
— Siostry, Jezus żadnej z was nie uzdrowi.
Powiedział więcej. Miał nawet takie przynaglenie, żeby nie modlić się o uzdrowienia.
Siostry były zszokowane.
I on im powiedział, że Jezus pragnie od nich tego, żeby razem przytuliły się do Jego krzyża i w ten sposób zbawiały świat. Bo On je do tego wybrał, do takiego powołania. Chce od nich więcej. A wie, że są do tego zdolne, bo są Jego Oblubienicami.
I słuchajcie, siostry się rozpłakały, bo w końcu zrozumiały, jaki jest sens powołania karmelitanki bosej. One już nie miały pytań. Już nie pragnęły, żeby Bóg je uzdrowił. Po prostu dawały Mu wszystko. Taka nadzieja weszła w nie.
Kiedyś jeden z prowincjałów dominikanów wizytował klasztor sióstr. Były tam już starsze siostry, było ich mało. No i jedna z sióstr zadała takie poważne pytanie prowincjałowi:
— Ojcze, ale chyba Bóg nie pozwoli na to, żebyśmy przestały istnieć? Chyba do tego nie dopuści, prawda?
A on odpowiedział takim genialnym zdaniem:
— Siostro, skoro Bóg Ojciec pozwolił na to, żeby Jego Syn zginął na krzyżu, to również może pozwolić na to, że wy zostaniecie ukrzyżowane razem z Jego Synem, ale po to, żebyście zmartwychwstały.
O to chodzi Bogu. Nie ma zmartwychwstania bez krzyża. Nie ma.
Serce Boga dzisiaj jest otwarte. Tylko zobaczcie: większość ludzi chce to Serce wyciskać, żeby było jak najwięcej łaski, żeby dostać to czy tamto. A kto chce stanąć przy tym Krwawiącym Sercu i po prostu być, przytulać Je? Mało jest takich osób.
Dlatego Jezus powiedział do tych karmelitanek: „Trwajcie przy Mnie ukrzyżowane”.
Bo tego chce. Oczywiście mógł je uzdrowić w jednej chwili, ale chciał ofiary, bo miłość karmi się ofiarą. Zawsze. Im większa jest miłość, tym człowiek jest zdolny do większego poświęcenia. Zawsze.
I tym jest dzisiejsza Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Z jednej strony — maksymalna otwartość: każdy, każdy. A z drugiej strony: przyjdź, oddaj ciężar i zaufaj, że On wie lepiej, że On poprowadzi. Tak, jak On tego chce, a nie tak, jak ty.


































