12 marca 2026
czwartek, 12.03.2026
18:00
Kościół p.w. Najświętszego Oblicza Pana Jezusa sióstr karmelitanek Dzieciątka Jezus
ul. Matki Teresy Kierocińskiej 25, Sosnowiec
Marcowe Spotkanie z Matką Teresą Kierocińską
Z wdzięcznością wspominamy nasze marcowe spotkanie przy sarkofagu Czcigodnej Sługi Bożej Matki Teresy od św. Józefa.
Cieszymy się, że muzeum odwiedziły zarówno osoby, które były u nas po raz pierwszy, jak i ci, którzy wracają tu ponownie. Wielu gości podkreśla, że przy każdej wizycie odkrywają coś nowego w historii i duchowości Matki Teresy – a to rodzi pragnienie kolejnych spotkań.
Jedna z osób, która odwiedziła muzeum po raz pierwszy, napisała: „To moja pierwsza wizyta w muzeum, ale na pewno nie ostatnia! Jestem zachwycona. Miejsce ma niesamowitą atmosferę – wszystko pięknie przygotowane, przemyślane, pamiątki robią ogromne wrażenie. A historia Matki Teresy i jej miłosierdzie wobec ludzi… coś naprawdę pięknego!”
Eucharystii w intencji beatyfikacji Matki Teresy oraz wszystkich uczestników przewodniczył ks. Mariusz Dydak.
Najważniejsze przesłanie kazania
Człowiek jest zaproszony, aby patrzeć na Jezusa i spotykać się z Nim twarzą w twarz w modlitwie, ponieważ w Jego Obliczu objawia się prawdziwa twarz Boga – pełna miłości. Takie spotkanie przemienia człowieka, uczy go kochać i sprawia, że staje się coraz bardziej podobny do Chrystusa.
Kazanie podkreślało trzy ważne myśli:
• wdzięczność za dar wiary i bycie chrześcijaninem,
• pewność, że Bóg zawsze patrzy na człowieka z miłością – nawet wtedy, gdy się od Niego oddalamy,
• potrzebę modlitwy jako osobistego spotkania z Bogiem, które przemienia serce i życie.
Ks. Mariusz nawiązał także do kultu Przenajświętszego Oblicza Jezusa, tak bliskiego duchowości Matki Teresy. Matka Teresa często powtarzała akt strzelisty: „Przenajświętsze Oblicze Jezusa Chrystusa, zasłoń nas!”
Strony jej modlitewnika – szczególnie przy litanii do Oblicza Jezusa – były niemal wytarte od częstej modlitwy.
W czasie Wielkiego Postu jesteśmy zaproszeni, by – jak mówił kaznodzieja – zapatrzyć się w twarz Jezusa, Boga-Człowieka, z taką miłością, z jaką patrzyli na Niego Maryja, Józef i sam Bóg Ojciec, oraz pozwolić, abyśmy sami poczuli na sobie Jego spojrzenie pełne miłości i akceptacji.
Kazanie zakończyła modlitwa: „Matko Tereso, gorliwa czcicielko Jezusowej twarzy, wstawiaj się za nami, abyśmy szukali Jego Oblicza i odkrywali je także w twarzy każdego człowieka, którego Boża Opatrzność stawia na naszej drodze.”
Po Mszy Świętej powierzaliśmy Bogu – przez wstawiennictwo Matki Teresy – nasze podziękowania i prośby. Był też czas na indywidualną modlitwę przy jej sarkofagu.
Po części duchowej spotkaliśmy się na wspólnej agapie w sali Matki Bożej. Był czas na rozmowy w rodzinnej atmosferze. Podczas spotkania s. Benita podzieliła się również swoim doświadczeniem ośmioletniej posługi we Francji. Opowiadała o pracy sióstr w tamtejszych wspólnotach oraz o tym, że mimo postępującego procesu sekularyzacji coraz częściej pojawia się pragnienie pogłębiania wiary katolickiej. W niektórych środowiskach rodzą się także nowe powołania – również do Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus.
Wasza obecność oraz wpisy w Księdze Pamiątkowej są dla nas wielką radością i wsparciem.
Już dziś zapraszamy na kolejne spotkanie – 12 kwietnia.
Niech Matka Teresa od św. Józefa wyprasza nam potrzebne łaski.
Homilia
Audio:
Homilia ks. Mariusza Dydaka, 12 marca 2026 r. w kościele p.w. Przenajświętszego Oblicza Pana Jezusa w Sosnowcu z okazji mszy św. sprawowanej w intencji uproszenia beatyfikacji Czcig. sł. B. m. Teresy Kierocińskiej (Sosnowiec, 12 marca 2026)
W Polsce to święto przechodzi praktycznie bez echa, bo obchodzone jest jedynie w zakonach. U sióstr Duchaczek na początku roku - w II niedzielę po 6 stycznia, u polskich Obliczanek w środę przed Popielcem, u włoskich Wynagrodzicielek we wtorek przed Wielkim Postem a w naszym sosnowieckim Karmelu na Przemienienie Pańskie, podobnie jak w najsłynniejszym polskim sanktuarium w Nowym Sączu. Święto Najświętszego Oblicza Chrystusa. Jego kult był zawsze ważny dla żyjących duchowością karmelitańską i terezjańską. Matka Teresa, która nas tu dzisiaj zgromadziła, lubiła powtarzać akt strzelisty: Przenajświętsze Oblicze Jezusa Chrystusa zasłoń nas! Strony jej modlitewnika są dosłownie pożółkłe i wytarte tam, gdzie znajduje się litania o Jezusowej Twarzy więc musiała się nią modlić bardzo często. Być może dlatego Wasza intuicja - intuicja Jej duchowych córek - kazała umieścić wizerunek Oblicza z Całunu w kościele: w bocznej nawie i nad jej sarkofagiem.
Myślę, że szczególnie teraz - w okresie Wielkiego Postu - Matka Teresa zaprasza nas, żebyśmy zapatrzyli się w twarz Jezusa: Boga - Człowieka. Zapatrzyli z taką radością i miłością, z jaką patrzyła na Niego Maryja, Józef i sam Bóg Ojciec. I żebyśmy sami poczuli na sobie spojrzenie Jezusa: pełne miłości i akceptacji.
Z pewnością większość z nas zgodzi się z przekonaniem, że twarz - wyraz twarzy - bardzo wiele mówi nam o drugim człowieku. Psychologowie podpowiadają, że ten proces trwa tylko kilka sekund. Patrzymy na kogoś i on jeszcze nie zdąży wypowiedzieć ani jednego słowa, a my już wyrabiamy sobie o nim jakieś zdanie, jakąś opinię. Czy jest w tym momencie optymistyczny i radosny czy raczej nieszczęśliwy? Jest zdrowy, czy może dokuczają mu jakieś dolegliwości? Niektóre choroby i nałogi bardzo wyraźnie dają o sobie znać na twarzy człowieka. Jak ten spotkany człowiek jest w tym momencie do mnie nastawiony? Czy będziemy mogli spokojnie porozmawiać? Na ile mogę się przed nim otworzyć? Wysłucha mnie w spokoju, czy potraktuje trochę jak intruza. A może z wyraźnymi oznakami zniecierpliwienia, nerwowo i szybko zakończy naszą rozmowę? To wszystko da się jakoś odczuć już w tych pierwszych chwilach kontaktu, gdy patrzymy w twarz drugiego człowieka.
Francuski filozof i komentator Talmudu - Emmanuel Levinas - był przekonany, że podstawowe i najważniejsze doświadczenie drugiego człowieka to doświadczenie jego twarzy. Żaden inny termin nie był dla niego przedmiotem takiej ilości analiz i jednocześnie takiej ilości nieporozumień, jak właśnie twarz. Oblicze jest dla Levinasa czymś wielkim i ważnym a jednocześnie jest tajemnicą, która nie może zostać w pełni scharakteryzowana i wypowiedziana, dlatego nie można jej sekretu odkryć w całości. Św. Jan Paweł II w znowelizowanym rytuale pogrzebowym nakazał na twarz zmarłego papieża nałożyć białą chustę. Oznacza to, że coś dla nas tak bardzo ważnego - twarz - coś, co tak bardzo określa odchodzącego od nas człowieka nadal pozostanie dla nas tajemnicą. Bóg kiedyś zerwie wszystkie te chusty i całuny. Św. Paweł pisze, że łuski spadną nam z oczu tzn. zobaczymy i poznamy się w prawdzie, czyli tak jak Bóg nas widzi - bo tylko Jego widzenie jest prawdziwe.
Rozmowa, kontakt wzrokowy, patrzenie na siebie twarzą w twarz, sprawia, że ludzie wzajemnie się poznają i nawiązuje się między nimi jakaś relacja. Obecnie spotykam się regularnie z narzeczonymi. W Polsce statystycznie co trzecie małżeństwo się rozpada. Czasami problemem jest zwykła, przedłużająca się nieobecność. Kontakt telefoniczny z czasem przestaje wystarczać, brakuje obecności, rozmowy, żywego spojrzenia. Znawcy tematu zauważają, że „diaboliczność” Internetu polega na tym, że w sieci można systematycznie poniżać a nawet niszczyć drugiego człowieka nie pokazując jednocześnie swojej twarzy. Osławiony trolling często jest zupełnie anonimowy i bezkarny. Właśnie dokładnie tak działa Szatan. Bardzo zależy mu na tym by niszczyć i szkodzić, nie zdradzając jednocześnie swej obecności. Słyszeliśmy o tym w dzisiejszej ewangelii.
Mówimy dzisiaj, że współczesny świat się przenosi do sieci. Może właśnie dlatego na początku XXI wieku coraz więcej jest osób chorych na samotność, a to podobno najstraszniejsza choroba. Wirtualna rzeczywistość i mnóstwo „polubionych” znajomych, nigdy nie zastąpi spotkania z drugim człowiekiem, prawdziwej rozmowy i wymiany spojrzeń. Myślę, że dla większości z nas jest to chyba jasne. Czasami chodząc po kolędzie zauważam, jak dziadkowie są wręcz obłożeni zdjęciami swoich dzieci i wnuków. Najbliżsi są od nich bardzo daleko, ale fotografie ich uśmiechniętych twarzy, dają im namiastkę obecności i przypominają tych, których kochają. Sprawiają, że są z nimi jakby tu i teraz. To zupełnie naturalne, że rodzice odczuwają radość i szczęście gdy patrzą na twarz swojego ukochanego dziecka. Niepokój pojawia się wtedy, gdy ono znika im z oczu.
To była tęsknota każdego pobożnego Żyda: zobaczyć oblicze Boga. Najpiękniejszy wyraz tego pragnienia znajdujemy w Księdze Pieśni nad pieśniami i oczywiście w Psalmach. Ukarz mi Panie swą twarz, daj mi usłyszeć Twój głos! Bo słodki jest Twój głos i twarz pełna wdzięku (Pnp 2,14). Wołam do Ciebie Panie … czemu ukrywasz swoje oblicze przede mną (Ps 88). Spójrzcie na Pana a rozpromienicie się radością (Ps 34). Usłysz, ukaż się, przyjdź nam z pomocą. Rozjaśnij nad nami swoje oblicze a będziemy zbawieni! (Ps 80). Izraelici tęsknili za oglądaniem tego Oblicza a jednocześnie byli przekonani, że tutaj na ziemi to ich pragnienie niestety nigdy się nie spełni. Bo nie można zobaczyć Boga i pozostać przy życiu. Człowiecze serce i rozum są zbyt małe i ciasne, żeby poznać i ogarnąć tajemnicę Boga. Ludzkie zmysły nie wytrzymają widoku takiej chwały, potęgi i miłości. Dlatego jakiekolwiek przejawy obecności Boga w Starym Testamencie wywoływały w ludziach poważny a nawet paraliżujący strach.
Na tym polega paradoks spotkania z Bogiem: człowiek bardzo go pragnie a jednocześnie się go boi. Właśnie dlatego Mojżesz słysząc głos Boga na Synaju rzucił się na ziemię i zasłonił sobie twarz. Nie chciał Boga nie zobaczyć. Po prostu bał się, że umrze. A gdy w czasie wędrówki do Ziemi Obiecanej wychodził z Namiotu Spotkania po modlitwie i rozmowie z Bogiem, twarz jego promieniowała nadziemskim światłem, bo przez pewien czas chwała i jasność Pańska odbijała się na twarzy tego śmiertelnego człowieka. Czytamy w Księdze Wyjścia, że Pan rozmawiał z Mojżeszem jak przyjaciel z przyjacielem. Myśleliście tak kiedyś o Waszej modlitwie: że to wzajemne, wręcz miłosne wpatrywanie się w siebie? Bóg wpatruje się w nas a my w Niego - że modlitwa to rozmowa przyjaciela z przyjacielem?
To spotkanie, które w sposób delikatny i subtelny nas przemienia. Zmienia nas na lepsze. Rozszerza nasze serce. Wypełnia miłością. Daje to wszystko, co naprawdę dla nas istotne i konieczne. Modlitewne wpatrywanie się Boże Oblicze naprawdę nas przemienia. I czasami owoce tego spotkania widać nawet na naszej twarzy. Bo ludzie nie boją się zbliżyć do człowieka, który jest prawdziwym przyjacielem Boga. Szukamy takich osób. I sami jesteśmy zaproszeni do tego, by takimi być. Właśnie o tym jest dzisiejsze pierwsze czytanie: zatrzymaj się, znajdź czas dla Boga, stań przed Panem twarzą w twarz, nie odwracaj się do Niego plecami.
I ta odwieczna tęsknota człowieka, żeby zobaczyć Boga spełniła się dopiero w Jezusie Chrystusie: właśnie dlatego chrześcijaństwo jest tak wyjątkową religią. Najpiękniejszą historią o spotkaniu Boga z człowiekiem. W żadnej religii Bóg nie tęskni tak bardzo za człowiekiem i nie przychodzi tak blisko człowieka, że aż sam staje się człowiekiem. Apostoł Filip prosi Jezusa: Panie pokaż nam Ojca a to nam wystarczy. Zobaczę Boga i to mi wystarczy - myśli sobie Filip. A Pan Jezus go karci: Filipie tak długo jestem z wami a jeszcze mnie nie poznałeś? Kto mnie zobaczył, zobaczył i Ojca. Oblicze Jezusa objawia nam Ojca. W Jezusie widzimy prawdziwą twarz Boga. Pan Bóg się wcielił a więc w bardzo konkretny sposób wyglądał. Spotykam się teraz z dziećmi w przedszkolu. Po 20 latach katechezy w szkole średniej to dla mnie dość spore wyzwanie. To pewien paradoks: gdybyście poszli do dzieciaków z setką zdjęć różnych osób i włożyli między te fotografie kilka wizerunków Pana Jezusa, to małe dzieci bezbłędnie wskażą wam Bozię. Od najmłodszych lat w bardzo konkretny sposób sobie Go wyobrażamy. Tajemnica Wcielenia usprawiedliwia nasz chrześcijański kult obrazów. Gdyby Słowo nie stało się Ciałem, gdyby Jezus nie stał się człowiekiem, wszystkie święte wizerunki musielibyśmy wynieść z kościołów.
A więc Pan Jezus konkretnie wyglądał. Jak dokładnie wyglądał, tego nie wiemy. Apostołowie byli mężczyznami, więc pewnie było to dla nich mało znaczące. Gdyby Pan Jezus powołał sobie 12 apostołek, pewnie takie opisy by się zachowały. Biblijne proroctwa zapowiadały Go w bardzo interesujący sposób: Najpiękniejszy z synów ludzkich… Najpiękniejszy. O co chodzi z tym najpiękniejszy? Czy dzisiaj Pan Jezus wygrałby zawody piękności? Zostałby światowym misterem? Myślę, że średnio by Go to interesowało. Ludzie, którzy już tu na ziemi doświadczyli łaski oglądania Matki Bożej w czasie tzw. objawień, zgodnie stwierdzają niesamowite piękno Maryi. Jest podobno tak piękna, że brakuje odpowiednich słów, by to niezwykłe piękno opisać. Dlaczego jesteś taka piękna? - zapytały Ją kiedyś dzieci. A Ona uśmiechnęła się i odpowiedziała: jestem piękna kocham. I to jest chyba właśnie ten sekret. Piękny jest ten, kto potrafi kochać. Jeżeli Maryja jest tak piękna - a Ona jest tylko stworzeniem, więc z konieczności odbija w sobie tylko w niedoskonałym stopniu miłość i piękno Stwórcy - to pomyślcie: kim musi być Pan Bóg? Można zewnętrznie, fizycznie być pięknym a w środku być skończonym egoistą. Fizyczne piękno czasami bywa zdradliwe i niejeden się pewnie na tym „przejechał”. Jest u nas nawet takie przysłowie: w pięknym ciele cnoty niewiele. Nie o fizyczny rodzaj piękna chodzi nam w chrześcijaństwie. Piękny jest ten, kto potrafi kochać tak, jak kochał Jezus. W takim właśnie znaczeniu możemy śmiało powiedzieć o Chrystusie, że to Najpiękniejszy z synów ludzkich. Nikt Mu nie dorówna. Właśnie dlatego to Najpiękniejszy Człowiek. I Najpiękniejsza Twarz. Bo w Nim nie było grzechu, nie było cienia egoizmu. Nigdy nie koncentrował się na sobie. Zawsze myślał o innych. Taka właśnie jest Boża miłość: zupełnie bezinteresowna i totalna. I objawienia takiej właśnie miłości doświadczyli trzej apostołowie na Taborze. Słyszycie o tym co roku podczas Waszego odpustu. To było doświadczenie powalające. Oni już tu na ziemi zakosztowali czym jest niebo. Chcieli, by ta chwila Przemienienia po prostu się nie skończyła, by trwała jak najdłużej. Dlatego Piotr nie wiedział co mówi: Panie postawimy trzy namioty. Tzn. niech to objawienie Twojej chwały trwa wiecznie, niech się nie kończy. Zostańmy na tej górze, bo to nam w zupełności wystarczy do szczęścia. Myślę, że Piotr, Jakub i Jan przeżyli na Taborze coś takiego, czego doświadczają osoby naprawdę zakochane. Cały świat jest nieważny. Samo przebywanie w obecności ukochanej osoby, patrzenie na nią jest już wystarczającym powodem do szczęścia. I właśnie coś takiego niesamowitego jest jeszcze przed nami. Coś takiego nas czeka.
Trzy lekcje z dzisiejszej Eucharystii.
Po pierwsze: podziękuj Panu Jezusowi za to, że jesteś chrześcijaninem, za to że urodziłeś się w katolickim kraju, za to że rodzice cię ochrzcili i za to, że na tyle na ile potrafili, przekazali ci wiarę. Podziękuj za profesję zakonną czyli niesamowicie wyjątkową relację z Chrystusem. Uwierz że chrześcijaństwo na każdym etapie życia może być dla Ciebie wielką przygodą. Jeżeli naprawdę nam na tym zależy, Pan Bóg pozwala nam siebie stopniowo odkrywać. On jest zawsze blisko ciebie. I z pewnością były takie momenty w twoim życiu, że czułeś to jakoś bardziej wyraźnie, namacalnie że On przy tobie jest.
Po drugie: podziękuj za to, że Bóg na twoją twarz, twoje oblicze zawsze patrzy z miłością. Nawet wtedy gdy się odwracasz i od Niego odchodzisz. Może wtedy z jeszcze większym niepokojem i większą miłością zaczyna wypatrywać twojego powrotu. Gdzie wzmaga się grzech, jeszcze obficiej rozlewa się łaska. Bóg zawsze patrzy na ciebie z miłością. On inaczej nie potrafi.
I po trzecie: poproś. Poproś o ponowne odkrycie sensu modlitwy i twojego osobistego spotkania z Panem. Stawania przed Nim twarzą w twarz i wpatrywania się w Jego Oblicze. Apostołowie zanotowali, że gdy Jezus odchodził się modlić na górę, otwierało się niebo. To znaczy: kiedy tak naprawdę, na serio, a nie tylko z przyzwyczajenia czy poczucia obowiązku, zatrzymuję się z taką intencją, że chce się spotkać z Bogiem, chcę się pomodlić, również nade mną otwiera się niebo i Ktoś bardzo uważnie mnie słucha.
Cały nasz wysiłek, całe nasze chrześcijańskie życie duchowe sprowadza się ostatecznie do tego, by z dnia na dzień stawać się bardziej podobnym do Jezusa, czyli żeby coraz bardziej kochać. Drodzy Bracia i Siostry w kulcie Najświętszego Oblicza Chrystusa chyba o to najbardziej chodzi. Żebym stawał się coraz bardziej podobny do Jezusa. Nie fizycznie tylko duchowo. Coraz bardziej podobny do Jezusa. W momencie mojej śmierci ten proces się zakończy. Bóg odłoży pędzel łaski. Dzieło mojego życia, moja duchowa twarz pozostanie już taką na wieki. Czy gdyby ten moment przyszedł dzisiaj, w tej chwili, Bóg patrząc na mnie mógłby powiedzieć: rozpoznaje w nim rysy Mojego Umiłowanego Syna. To moje dziecko?
Wybiegam w myślach to tego najważniejszego spotkania w naszym życiu. Dla niektórych nastąpi ono wcześniej, dla niektórych później. Może niektórzy myślą, że później a jednak z zaskoczenia będzie trochę wcześniej. Spojrzymy w Jezusową twarz. A Pan będzie szukał w nas swojego podobieństwa. Być może się wtedy uśmiechnie i powie: a oczy ma po mamie, a włosy ma po tacie, uśmiech ma po babci a nos ma po dziadku … ale serce … serce ma po Mnie. Oby Pan tak kiedyś powiedział do każdego z nas.
Matko Tereso, gorliwa czcicielko Jezusowej Twarzy wstawiaj się za nami, byśmy tylko Jego Oblicza szukali i odkrywali Ją także w twarzy każdego człowieka, którego Boża Opatrzność stawia na naszej drodze. Amen.



















